Kinga Czerwińska

Małgorzata

Oto teraz otwiera się dla was historia zainspirowana powieścią Michaiła Bułhakowa pt.”Mistrz i Małgorzata”, a jednak zupełnie inna.

***

Autorka zasiada przed stołem. Kuszący aromat kawy espresso, to znów słodki malinowy sok inspiruje ją, aby tworzyć. Ma na sobie czarny kapelusz, czarny szal i długie, czarne rzęsy. Zmierza w nieznane. Nie wie, co będzie, nie wie, co się stanie. W pewnym stopniu może powiedzieć „żyj”, lub „giń”, „nienawidź”, lub „kochaj”, ale to już nie jest jej życie. Poznajcie Małgorzatę. Poznajcie i pokochajcie ją. Pragnijcie dla niej szczęścia. Przeczytajcie. Oto teraz otwiera się dla was historia zainspirowana powieścią Michaiła Bułhakowa pt.”Mistrz i Małgorzata”, a jednak zupełnie inna.

*** 

– Nie widziałam cię od dwudziestu ośmiu godzin – wypomniała Małgorzacie sekretarka.

– To dobrze- odparła tamta.- Nie trzeba było się martwić. Byłam tam, gdzie dyktowało mi serce.

 I wcale nie trzeba było mnie szukać.

– Wybacz, ale robisz się zbyt tajemnicza – Natasza osiągała szczyt zdenerwowania.

– A nie powinnam? Tajemniczość nie bywa szkodliwa. No, może tylko…

– Dosyć, dosyć! Nie będziemy dyskutować. Narobiłaś całą masę zaległości w pracy i wypadałoby to nadrobić. Nie sądzisz?

Małgorzata uśmiechnęła się lekko i ukradkiem wyszła z gabinetu sekretarki. Zostawiła jedynie 

za sobą zapach goździkowych perfum. 

Natasza spojrzała na zegarek. Była 15:30. Zdenerwowana zasiadła do biurka. Jednak na niczym nie mogła się skupić i nerwowo uderzała palcem o kartki papieru, patrząc w jakiś punkt za oknem. Z zamyślenia wyrwał ją odgłos otwieranych drzwi. Spojrzała przed siebie. Nie było nikogo. Zaniepokojona wstała od biurka, a wtedy jakaś dziwna siła posadziła ją z powrotem.

– Niech pani pracuje – odezwał się dziwny męski głos – Małgorzata idzie ze mną. Proszę się 

nie martwić i nie pytać o nic. Dla pani dobra. Do widzenia.

Natasza zadrżała z trwogi.

– Kim jesteś? – zapytała po chwili, ale zdołała usłyszeć tylko odgłos zamykanych drzwi.

Kobieta zaparzyła herbatę z melisy i wróciła do pracy. Gdy robiła kolejne obliczenia, liczby zaczęły mieszać się jej w głowie. Wtem nawiedziła ją szalona myśl:

– Małgorzaty nie ma…a więc sprawdzę ją! Tak, sprawdzę, czym zajmuje się podczas pracy. Jeśli znajdę dowody, że nie pracuje, złożę donos do kierownika. Wreszcie pozbędę się konkurentki, 

a tym samym całej tej jej całej szalonej tajemniczości. Natasza uchyliła ukradkiem drzwi pracowni Małgorzaty. Wydawało jej się przez chwilę, że słyszy głos, dobiegający z którejś szafki.

– To z przemęczenia – powiedziała sama do siebie, pukając się w czoło.

Stanęła nad biurkiem Małgorzaty, wpatrując się w zawiłe wzory na porozrzucanych kartkach. Otworzyła szufladę. Cała masa opakowań po lekarstwach wysypała się.

– No pięknie! – krzyknęła zbulwersowana, otwierając niższą szufladę.

Tak samo wysypały się butelki po różnych rodzajach alkoholi.

Wściekła już na dobre Natasza otworzyła najniższa szufladę, a wtedy wyskoczył z niej czarny kot. Zamiauczał wściekły i przewrócił ledwo żywą od strachu kobietę. Wbił swoje zęby w jej rękę 

i ugryzł ją. Sekretarka zawyła z bólu. Chciała się podnieść, ale ból był tak silny, że nie zdołała.

– Do diabła! – pisnęła strwożona.

– Mówiłaś coś do mnie? – zachrypiał czarny kot natarczywie wpatrując się w bezradną kobietę

Natasza oniemiała. Czuła się jak w najstraszliwszym horrorze. Kot gryzie, mówi i… 

Chciała wezwać pomocy, ale nie mogła wydobyć z siebie głosu.

– No słucham, słucham. Proszę się streszczać panienko, bo służbowe sprawy czekają- powiedział 

z ironią kot.

– Boli – szepnęła Natasza.

– A kiedy wścibstwo nie boli, proszę pani? – głos kota przybierał coraz straszliwszą barwę.

– Ale..ale – zaczęła Natasza – ja chyba u – u – u – mie- ram.

– Śmierć jest nagrodą!- roześmiał się złowieszczo kot – pani na nią nie zasłużyła.

Nataszy zawirowało w głowie z bólu i oburzenia. Resztką sił, wyciągnęła z kieszeni scyzoryk, otworzyła go i zamachnęła się, aby wbić go sobie prosto w serce. Jednakże ów scyzoryk nagle zaczął się ruszać, a po chwili Natasza spostrzegła, że trzyma w dłoni jadowitą żmiję. Ta owinęła się wokół jej szyi i wysyczała kilka słów po japońsku, których Natasza nie zrozumiała,
ale przeczuwała, że mają coś wspólnego z jakimś poważnym zaklęciem.

*** 

Tymczasem Małgorzata leżała nago na balkonie pokrytym śniegiem. Kilku mężczyzn
o nietypowych twarzach smarowało ją żółtawym kremem, który sprawiał, że odczuwała ciepło
i rozkosz.

– A kiedy już wypełnię ostatnie zadanie, wrócę? Prawda? – pytała z nadzieją, patrząc każdemu 

w oczy.

Mężczyźni wymieniali porozumiewawcze spojrzenia między sobą. Wydawało się, że żaden z nich nie ma ochoty udzielić odpowiedzi.

Martin w długim, zielonym płaszczu podał Małgorzacie kubek ze słomką.

– Wypij to moja maleńka. Powinnaś zapomnieć – powiedział łagodnie.

– Co zapomnieć? – zapytała zaniepokojona Małgorzata.

– Wypij! – krzyknął groźnie Vader wpijając się w Małgorzatę swymi czerwonymi oczami.

Dziewczyna sięgnęła po napój i lekko pociągnęła przez rurkę. Jej podniebienie wypełnił nieskazitelny smak czystego, pomarańczowego soku.

– Ach, pomarańcze… – wyszeptała, zapadając w mocny sen.

– Zaopiekuj się nią Martinie, my idziemy do swoich spraw – zarządził Wolf.

– Z przyjemnością – odparł mag, zbliżając swoje ciało do ciała śpiącej.

*** 

– Boję się, boję się, boję się… – powtarzała nieustannie Natasza, wirując po niebie.

W pewnym momencie wylądowała na dachu dużego, ale bardzo starego domu. Dach rozerwał się na pół, a sekretarka wpadła do środka. Jej czarne legginsy podarły się, a długie blond włosy rozczochrały. Znalazła się w dziwnym pomieszczeniu, w którym były tylko trzy ogromne garnki, stary ceglany kominek i drewniany stół, na którym spoczywała czarna, zniszczona księga.
W pomieszczeniu panował półmrok i śmierdziało zgnilizną. Natasza podeszła do okna. Za nim roztaczały się piękne widoki zaśnieżonej polany i lasu. Jednak nie było ani śladu żadnego domu, ani schronienia, gdzie miałaby możliwość uciec. Tak stojącą przy oknie zastało Nataszę trzech panów, którzy zgodnym chórem na jej widok wykrzyknęli:

– CZYŚ TY NASZA, CZY NIE NASZA- JESTEŚ U NAS JUŻ : NATASZA!!!

Kobieta cofnęła się.

– Proszę się nie bać – powiedział Wolf. – Jestem Wolf, a to moi wspólnicy Vader i Luciferux. Zaopiekujemy się panią- rzekł podając kobiecie rękę.

Natasza nieśmiało uścisnęła jego dłoń i przeszedł ją przeogromny chłód.

– Zimno pani? – zapytał Vader jakby czytając jej myśli.

– Troszeczkę – rzekła Natasza, szczękając zębami.

– Będzie dobrze – syknął Luciferux, a gdy mówiła Natasza spostrzegła, że ma same srebrne zęby.

*** 

Małgorzata obudziła się.

– Gdzie jestem? – zapytała

– Moja piękna, moja piękna… – szeptał Martin gładząc ją czule po czole.

– Maćku to Ty?- wyszeptała Małgorzata otwierając zamglone oczy

Zrozpaczony Martin westchnął:

– Nie zapomniała. A niech to licho. Te soki nie działają. 

Bezradny zaczął potrząsać Małgorzatą, mówiąc:

– Ja cię kocham i tylko ja! Nie ma żadnego Macieja. On już dla ciebie nie istnieje.

Małgorzata rozpłakała się. Sok podziałał odwrotnie do zamierzenia magów. Czary były za słabe.

– Co ty mówisz? Ja chcę do Maćka! Nie chcę ciebie!O tak! Ucieknę stąd! Odnajdę go, choćby był na drugim końcu świata. Nie wiem, co mu zrobiliście, ale.. nie mam siły…- kobieta znów wybuchnęła przeraźliwym płaczem

– Kochanie – Martin próbował ją uspokoić – jest ci tu przecież tak dobrze. Nie musisz martwić się 

o pracę, pieniądze. Chcę od Ciebie tylko jednego. Tamci cię nienawidzą, ale ja cię obronię, przecież wiesz.

Małgorzata nie przestawała płakać:

– Nigdy się nie zgodze tu zostać! Chcę do Maćka! To przez ciebie! Przez ciebie jestem taka nieszczęśliwa. Przypomniałeś mi o nim!

Wtem pojawili się pozostali wspólnicy. Słysząc, jak Martin zwraca się do Małgorzaty, wpadli 

w szał.

– Co ty robisz?

– Co sobie myślisz?

– Zdrajca! – wykrzykiwali na przemian.

– Mieliśmy cię za naszego wspólnika, tymczasem ty nie pracujesz dla Mistrza Czarnej Magii! Ty chcesz Małgorzatę sam dla siebie! O podły! – zawył Wolf.

– Nic z tych rzeczy… – próbował bronić się Martin, jednak pozostali nie chcieli go słuchać.

– Chcesz jej dla siebie i tyle- kontynuował Wolf. – Chcesz aby dała ci dziecko. Ty już dobrze znasz przepowiednię. Zamiast Mistrza Czarnej Magii, ty chcesz zostać panem świata.

– Moi drodzy, spokojnie. Czemu od razu nazywacie mnie zdrajcą? Małgorzata jest piękna, a ja posiadam moc. Co złego jest w tym, że chcemy stworzyć doskonałą rodzinę?

– Ha, rodzinę! Ha, doskonałą! – wyśmiewał Vader. – Od zawsze byłeś pierwszy do rozpowszechniania aborcji. Od kiedy pamiętam, prowadziłeś do rozpadów rodzin, do rozwodów. A teraz czyżbyś zapomniał, kim jesteś Martinie? Służysz Mistrzowi Czarnej Magii! Jemu i tylko jemu!! Czyżbyś zapomniał, jak bardzo zmienił on twoje życie na lepsze? Jeśli nie spełnimy jego rozkazu i nie dostarczymy mu Małgorzaty, to potępi nas wszystkich.

– Ja już jestem potępiony – załkał Martin – fakt, już nie umiem kochać. Nie zasłużyłem, aby być ojcem. Ale nie pozwolę, aby Małgorzacie stała się krzywda. Wszyscy wiemy, że gdy tylko urodzi dziecko dla Mistrza Czarnej Magii, to on osiągnie moc i panowanie nad światem, a Małgorzatę wraz z dzieckiem zabije.

– Dureń! – krzyknął Luciferux – i to jeszcze jaki dureń! Skąd ci wpadło do głowy, że istnieje jeszcze coś takiego jak miłość, szacunek, czy wartość ludzka?

Małgorzata załkała głośno:

– Chcę do Maćka! Proszę! Tak bardzo was proszę…

Martin z rozpaczy ugryzł się w nogę, ale powiedział:

– Wypuśćmy ją. Znajdziemy inną dla Mistrza.

– Palant. Idiota. Zasługujesz na potępienie – wysyczał Wolf. – Mistrz zażądał tylko jej. I konkretnie jej. A Maciek i tak nie istnieje. Doprawdy Martinie nie wiem co cię tak dręczy, przecież opiekujemy się Małgorzatą- dodał z przekąsem.- Bez nas zginęłaby.

– Maciek nie istnieje? – zapytał Martin z nadzieją.

– Widać jesteś tak głupi, że nie wiesz nawet o moim wielkim dokonaniu. Kiedy spał, dosypałem do jego tytoniu diabelskiej trucizny, która po zapaleniu powoduje, że już nie wierzy w nic. W żadną miłość, żadne siły wyższe. Jest, jakby go nie było. Nie pamięta Małgorzaty. Żyje chwilą. A chwila w rozumieniu ludzkim…jest nicością

– Nie wymądrzaj się i nie filozofuj – zwrócił Wolfowi uwagę Luciferux. – Powinniśmy raczej surowo ukarać Martina. 

Martin zerwał się na równe nogi:

– Jak to ukarać? Mnie ukarać? Skąd wam przyszło coś takiego do głowy?

– Jesteś naszym wrogiem i tyle – podsumował Luciferux. – Pomóżcie panowie, musimy wrzucić go do Piwnicy Niebytu, tam gdzie spoczywa Natasza. Martin z pewnością się nią zaopiekuje…haha, 

a może nawet zapragnie mieć z nią dzidziusia? – ironizował Luciferux rycząc ze śmiechu.

Pozostali magowie pomogli mu w tym, co zaplanował. Zanim Martin zdążył krzyknąć, znalazł się w ciemnej piwnicy bez wyjścia.

Vader, Luciferux i Wolf stanęli nad Małgorzatą, zastanawiając się co z nią zrobić.

Najstarszy i najbardziej doświadczony Luciferux powiedział:

– Uważam, że należy ją jak najszybciej oddać Mistrzowi Czarnej Magii, aby któremuś z nas 

nie przyszło jeszcze do głowy iść w ślad za Martinem.

Małgorzata stała na balkonie płacząc.

– To bardzo dobry pomysł- przyznał Vader – Tylko jak wytłumaczymy Mistrzowi sprawę 

z Martinem?

– To jest pytanie… – zaczął Wolf. – Mistrz nie uznaje prawdy, a każde kłamstwo obróci przeciw nam.

– Chyba, że… wyzna to sama Małgorzata – wyszeptał złowrogo Luciferux, chwytając dziewczynę

 za włosy.

– Nie! Nie! Nie! Chcę stąd wyjść. Chcę do Maćka. Jak mnie wypuścicie, nie wydam was, ale też 

nie mogę wam pomóc. Proszę, chcę wrócić do Maćka… – mówiła błagalnie.

– Posłuchaj – Vader złapał ją za ramię – Maciek nie istnieje. My natomiast nie wypuścimy cię stąd. Jeśli nie będziesz spełniać tego co mówimy, weźmiemy cię siłą. Sama widziałaś, co stało się 

z Martinem.

– Nie, nie, nie… – mówiła z trwogą blaga już Małgorzata, zasłaniając ręką oczy.

Vader podał jej kolorowe tabletki. Połknęła dwie. Poczuła się zdecydowanie lepiej.

– Dobrze, powiem wszystko co każecie – rzekła.

Wspólnicy uścisnęli sobie ręce. Luciferux otworzył czarną księgę. I wszystkim zawirowało 

w głowach.

*** 

Gdy Martin wpadał do Piwnicy Niebytu, Natasza przymknęła oczy. Z całego serca żałowała,
że zajrzała do pracowni Małgorzaty, zamiast zostawić w spokoju ją i jej okropne zagadki. Gdy otworzyła oczy i zobaczyła maga, była pewna, że przyszedł aby jeszcze bardziej ją gnębić. Odsunęła się kawałek i zbliżyła do wilgotnej komory, aby w razie czego rzucić w niego zdechłym szczurem. Martin wyczuł strach sekretarki i powiedział do siebie:

– Kończę jak człowiek. Jak zwykły, szary człowiek. Jak oto łatwo zaprzepaścić karierę. I po co mi były te czary?

Natasza zbliżyła się trochę.

– Przepraszam, ale czy pan jest bardzo brutalny? – niespodziewanie zapytała.

– Tak. To znaczy nie. A tak w ogóle to nie jestem panem – posmutniał mówiąc te słowa.

– Jak to? – zaintrygowana Natasza przestała odczuwać strach.

– Jestem kobietą. 

Nasza znieruchomiała ze zdziwienia.

– Jak to?

– Opowiem ci. – Martin poczuła niezmierną potrzebę wyjawienia prawdy. – Byłam najstarszym,
a w dodatku niechcianym, nieplanowanym dzieckiem. Rodzice nienawidzili mnie. Kiedyś słyszałam od sąsiadki, że moja matka próbowała utopić mnie w rzece, ale plany nie powiodły się. Każdy kto tylko mnie znał, dawał mi do zrozumienia, że nie znaczę nic. Chciałam być kimś innym. Ale nie mogłam. Najpierw paliłam papierosy, później marihuanę, gdy i to nie wystarczało sięgnęłam po różnego rodzaju prochy… wciąż czułam, że to nie jest życie. Chciałam czegoś więcej. Aż pewnego dnia przeczytałam w internecie o kursie dla magów. Uciekłam z domu, aby tam jechać. Tam właśnie poznałam Wolfa. On był niezwykły: długie włosy, dzikie, zielone oczy, ta pewność siebie i nadprzyrodzone zdolności. Zakochałem się w każdym jego mrugnięciu okiem, każdym słowie. Lecz on nie zwracał uwagi na kobiety. On rozmawiał tylko z mężczyznami. Nie tylko rozmawiał. Powierzał im swoje największe tajemnice. Spał z innym każdej nocy. A ja tak bardzo tego pragnęłam. Nienawidziłam siebie za to, że byłam kobietą. Każdego dnia coraz usilniej marzyłam aby być mężczyzną. To niespełnione marzenie bolało, a jedynym sposobem na jego spełnienie była czarna magia. Luciferux był jednym z chłopaków Wolfa. Pewnej nocy podczas zaćmienia księżyca, obiecałam, że oddam mu swoją duszę, jeśli zamieni mnie w mężczyznę. Luciferux – pamiętam – był oddanym sługą Mistrza Czarnej Magii, zaprowadził mnie wtedy do niego. Przysięgłam na własne potępienie, że będę mu służyć do końca swoich dni. Przysięgę tą, unieważnić by mogła jedynie śmierć samego Mistrza, co nie jest możliwe nigdy. Mistrz Czarnej Magii przemienił moją płeć- co do ostatniej komórki ciała. W dodatku wraz ze wspólnikami: Wolfem, Luciferuxem i Vaderem, otrzymaliśmy rozkaz dostarczenia mu jednej z najpiękniejszych kobiet świata- Małgorzaty. Współpraca ta na początku bardzo mnie cieszyła. Wolf kochał moje ciało i spędził ze mną kilkadziesiąt upojnych nocy. Jednak dla mnie robił się coraz bardziej obrzydliwy. Zaczęły interesować mnie kobiety. To właśnie ja zdobyłam Małgorzatę. Lecz jej piękno tak bardzo na mnie wpłynęło, że zapragnęłam mieć z nią choć jedno dziecko. Jednak Mistrz Czarnej Magii chciał ją sam dla siebie. Sprzeciwiłam się jego rozkazowi i dlatego zostałam wtrącona tutaj.

Natasza westchnęła. Jej towarzysz kontynuował:

– Małgorzata była pierwszą osoba w życiu, dla której nie chciałam zła. Dotychczas zmierzałam do niszczenia rodzin, zabijania nienarodzonych dzieci, rozpowszechniania rozwodów i prostytucji. Była to zawiść za to, czego doświadczyłam w dzieciństwie. Ale gdy tylko patrzyłam na Małgorzatę, ogarniało mnie dziwne współczucie i chciałam dla niej jedynie szczęścia…

– A teraz? – przerwała Martinowi Natasza.

– Teraz czuję tak jakby czary mijały. Nie wiem, co się dzieje, ale ja znów czuję się kobietą! Nataszo, ty jesteś przecież taka sama! Ty tak samo czujesz! Ta dawna wrażliwość. Zaczynam odczuwać tysiące uczuć na minutę i… – Martin zaczynał płakać- nigdy nie płakałam będąc mężczyzną.

Natasza wzruszyła się. Ujrzała też, że rysy twarzy Martina przybierają kobiecy wygląd. Nigdy wcześniej nie zauważała też jej biustu. A włosy… tak jakby były dłuższe.

– Moje prawdziwe imię… Alicja – uśmiechnął się przemieniony Martin.

– Miło mi, jakże mi miło – Natasza podała jej swoją dłoń.

Dłoń Alicji nie była już zimna. Jednak z murów piwnicy biła pustka i chłód. I choć ani Natasza ani Alicja nie czuły się samotne, a nawet były bardzo pod wrażeniem ostatnich wydarzeń, zdały sobie sprawę z bezradności swojej sytuacji. Z piwnicy nie było przecież wyjścia.

*** 

Naprawdę jednak o Małgorzacie wiecie jeszcze bardzo niewiele. Należałoby zaznaczyć, że była to kobieta piękna o ciemnych włosach, które kontrastowały z jej nieskazitelną, porcelanowa cerą. Jej usta zawsze były soczyście czerwone. Pod nimi kryły się idealne, śnieżnobiałe zęby. Ciało kobiety było gładkie i miękkie, piersi kształtne i jędrne przywodziły na myśl idealne ciało Afrodyty. Jednak była nie tylko piękna z zewnątrz, ale i jej serce świeciło niczym wypolerowany klejnot. Pomimo, iż czasem kłóciła się ze swoją sekretarką, wiecznie służyła pomocą wszystkim ludziom. Kochała zwierzęta i kwiaty. Wieczorami lubiła spoglądać w księżyc i wyobrażać sobie, że gdzieś po drugiej stronie istnieje jeszcze jeden, piękniejszy świat, w którym nie znają pojęcia “zła”. 

Kiedy Małgorzata znalazła się przed obliczem Mistrza Czarnej Magii, ten od razu zapałał ku niej pożądaniem. Pomimo iż znał wszystkie możliwe zaklęcia świata, nie umiał zapanować nad przeraźliwym ogniem żądzy, który palił go od środka, odbierając tym samym zdolność trzeźwego myślenia.

– Choć do mnie. Chcę cię mieć. Choć do mnie… – sapał wyciągając w stronę dziewczyny swoje dłonie w rękawiczkach.

Małgorzata pod wpływem tabletek powoli zmierzała ku niemu. Czuła, że robi to wbrew sobie, ale nie była w stanie opierać się nieznanej dotąd potędze. Kiedy znajdowała się zaledwie dwa metry od tronu mistrza, nogi ugięły się pod nią i upadła na ziemię.

– Moja bezradna, naga, olśniewająca Małgorzato – syczał Mistrz, usilnie wpatrując się w jej piersi.

– Wasza wysokość – przeszkodził nagle Vader – Oto wypełniliśmy twój rozkaz. Oto wnet zostaniesz panem świata, a my twoimi poddanymi na wieki. Jednakże Małgorzato, oznajmij swojemu władcy, co stało się z głupim zdrajcą Martinem!

Małgorzata już otwierała usta, aby wyjawić prawdę, gdy Mistrz Czarnej Magii niespodziewanie krzyknął:

– Odejdźcie natychmiast!

Tak zaślepiony urodą Małgorzaty, kierowany przez siłę pożądania, nakazał ściąć głowy przybyłym gościom, aby nie mieć świadków przy swoim obchodzeniu się z piękną niewiastą.

Gdy magowie dowiedzieli się o zarządzeniu Mistrza, poczuli do niego niepohamowaną wrogość. Jednak było już za późno. Każdy z nich otrzymał swojego kata i możliwość wypowiedzenia ostatniego słowa przed śmiercią. Takim słowem Vadera było: NIE , Wolfa: DOTRZYMAŁEŚ,
a Luciferuxa: SŁOWA. Mistrz Czarnej Magii wykuł owe słowa na nagrobkach naiwnych sług, twierdząc, że gdyby zawsze dotrzymywał słowa, nie byłby tym kim jest. 

Proces, ścięcie i pogrzeb zajęły Mistrzowi zaledwie kilka minut. Jednak te minuty wystarczyły, aby Małgorzata zrozumiała swoją tragiczną sytuację. Pewna własnej zguby, wspięła się na palcach do okiennicy na której spoczywał kielich z napisem:”trucizna”, po czym nachyliła go do ust
i … poczuła smak krwi. Przełknęła ją z obrzydzeniem i wytarła usta w kawałek zasłony zwisającej

 z góry. Nie działo się nic. Małgorzata upadła na ziemię, płacząc. Wtem poczuła na swoim udzie czyjąś lodowata dłoń. Z trwogą obróciła głowę. Nad nią pochylał się Mistrz Czarnej Magii 

o wyjątkowo szpetnej twarzy i szerząc pożółkłe zęby, sapał. Z jego ust dochodził zapach taniego wina. Małgorzata próbowała się wymknąć, ale ten jeszcze mocniej ścisnął ją za udo, wbijając jej 

w skórę swoje szpiczaste pazury. Nagle jego wzrok padł na zasłonę ze śladami krwi, a później na przewrócony, pusty kielich. Mistrz podniósł go natychmiast i z wściekłością zawołał:

– Wypiłaś?!

Małgorzata chciała przytaknąć, ale nagle poczuła, że jej skóra robi się biała. Później zaczęła zmieniać się w barwę bezbarwną, aż dziewczyna zorientowała się, że zupełnie rozpływa się 

w powietrzu. Była wolna. Chyba w końcu zasłużyła na nagrodę BEZISTNIENIA.

Mistrz Czarnej Magii szalał z wściekłości. Rzucał po kolei wszelkie przekleństwa, zaklęcia 

i klątwy, zmieniając się to w szczura, to w miotłę, to w sześć czarnych kotów, czy dwanaście jaszczurek, z których każdej brakowało ogona… W końcu pod wpływem któregoś zaklęcia zamienił się w lustro i wypadł z okna rozbijając się na tysiące drobnych kawałków.

***.

– Nataszo, czy to kolejne złudzenie?- wykrzyknęła Alicja wskazując palcem na pękające ściany piwnicy.

Wszystko drżało. Natasza nie była w stanie nic powiedzieć. Zbliżyła się tylko do Alicji dając jej tym samym do zrozumienia, że jest teraz nią. 

Po chwili wszystko runęło, a oczom więźniów ukazało się złote światło. Wtedy Alicja przypomniała sobie jedna z rzeczy, którą zapamiętała będąc jeszcze u magów.

– Mistrzowi Czarnej Magii nikt nie może odebrać życia, może to zrobić jedynie on sam, a kiedy to się stanie, wszyscy jego więźniowie zostaną wypuszczeni na wolność, a czarna magia runie 

w gruzach. – wyrecytowała

Natasza szczęśliwa, że koszmar dobiega końca, uścisnęła Alicję.

– Została nam tylko jedna rzecz – powiedziała po chwili- należałoby odnaleźć Małgorzatę.

Alicja przytaknęła, po czym wspólnie zabrały się do wywieszania obwieszczeń o zaginionej.

*** 

W jednym z warszawskich klubów, na dużej, białej loży spoczywał Maciek. Zapatrzony
w kolorowy ekran wirujących teledysków palił papierosa, starając się nie myśleć o niczym. Wtem zobaczył na ekranie swoją ulubioną wokalistkę. Utkwił w niej wzrok, lecz ta zaczęła przybierać coraz bardziej znajomy wygląd, aż w końcu wydawało mu się, że przecież tę dziewczynę niegdyś bardzo kochał. Nie pamiętał jej imienia. Bajka. Sięgnął po kolejnego papierosa. Rzucił okiem na telewizor i ujrzał, że ta oto dziewczyna patrzy wprost na niego, a nawet coś mówi. W całym hałasie klubu nie mógł zrozumieć jej słów. W końcu chłopcu wydało się, że jedną nogą przeszła przez ekran. 

– Co za absurd. Może zbyt dużo tego dymu… – westchnął zmieszany.

Ale zanim zdążył wyciągnąć wnioski, ujrzał zaraz przed sobą tę oto kobietę. Telewizor zgasł.

– Maciej – wyszeptała tajemniczo, dotykając lekko jego dłoni

Była piękna. Maciek coś zaczął sobie przypominać.

– Małgorzata! – w końcu wykrzyknął zdumiony własnym odkryciem.

Dziewczyna przytuliła się do niego.

– Pocałuj mnie w końcu. Tak długo na to czekałam – powiedziała wzruszona.

Atmosfera w klubie robiła się niemiła. Z daleka słychać było przekleństwa i pogwizdywanie. 

Z kilku sal dochodziły nowoczesne rytmy. Maciek dotknął twarzy Małgorzaty upewniając się,
że jest prawdziwa.

– Chodź do kibla – zarządził – Mam dzisiaj gumki.

Rozczarowana Małgorzata spojrzała na niego. Był inny. Pogrążony w pragnieniu posiadania. 

Tak jak Mistrz Czarnej Magii. Na jego wspomnienie, Małgorzatę przeszedł lodowaty dreszcz.

– Nie zapytasz nawet, co robiłam? Gdzie byłam przez tyle czasu? Czy nic mi nie groziło? – pytała Małgorzata z wyrzutem

– Znowu? – zdziwił się Maciek. – Idziesz albo pójdę z inną. Nie brakuje tu wolnych lasek. – zakończył

Małgorzata zanuciła pod nosem: „Jaka róża, taki cierń, nie dziwi nic…”, po czym skierowała się 

w stronę wyjścia. Była sama. Sama w obcym mieście. Bez pieniędzy, bez jedzenia, bez miłości. Smutek przeszył ją na wskroś.

– To prawda. Ten Maciej już nie istnieje – stwierdziła z bólem

Nie wiedząc, co stanie się dalej, zawędrowała pod Pałac Kultury. Nigdy nie zwykła czytać ogłoszeń, ale tym razem coś jej kazało zwrócić uwagę na jedno.

“Zaginiona. Małgorzata B. lat 23. Długie, ciemne włosy. Ubrana w czarny płaszcz. Gdyby ktoś widział taką osobę, proszę o kontakt: 505 789 214”

Małgorzata zaskoczona wpatrywała się we własne zdjęcie. Zorientowała się, że skądś w jej kieszeni znalazł się jej własny telefon komórkowy, który zostawiła w biurze. Zadzwoniła pod podany numer. Odezwał się niski, ale kobiecy głos. Jednakże bardzo przypominał głos Martina.

– Martin? – zapytała Małgorzata

– Tak. To znaczy, nie do końca…- zaczęła Alicja

– Martin, ty żyjesz! O Mój Boże, jakie to szczęście! Martinie mam dla ciebie dobrą wiadomość. Maciek nie istnieje. Nie istnieje! Będę już na zawsze twoja. To nic, że byłeś złym magiem, 

ale Mistrz Czarnej Magii już nie żyje. Będę teraz twoja i tylko twoja!

Alicja nie zważała jednak na usłyszane słowa. Liczyło się dla niej tylko to, że dzwoniła sama Małgorzata i że ona żyje. Próbując pohamować emocje, wypytała o konkrety i tym samym doszła do wniosku, że znajdują się niecałe dwa kilometry od siebie. Nakazała czekać Małgorzacie pod Pałacem Kultury, a sama wraz z Nataszą pośpieszyły ku niej.

*** 

Małgorzata płakała. Alicja pocieszała ją:

– To dobrze, że już nie ma Martina. On był zły. To nic, że naprawdę jestem kobietą, ale przecież pomogę ci. Nie zostawię cię. A ty znajdziesz kogoś. Nie będziesz sama.

– Ależ nie rozumiesz! – Małgorzata krzyczała.- Tak bardzo kochałam Maćka, a on potraktował mnie jak pierwszą, lepszą, przeciętną.

– Nie kochałaś go – stwierdziła Alicja. – Co najwyżej podobał ci się, fascynował…

– Martina też kochałam. Za to, że chciał dla mnie dobrze i…

– Też go nie kochałaś – Alicja uśmiechnęła się – Martin nie był prawdziwy. Wszystko co złe się skończyło. Teraz możesz znów żyć.

– Gdzie? Jak ma wyglądać to moje życie? – Małgorzata ocierała łzy.

– Wrócimy do biura, kochana – Natasza przytuliła ją. – Za trzydzieści pięć minut mamy pociąg do Katowic. Będzie jak dawniej, lub może jeszcze lepiej. Popełnione błędy nauczyły nas dużo.

– A ja… – zaczęła Alicja – odnajdę moich dawnych wspólników, aby oznajmić im, że Mistrz Czarnej Magii już nie istnieje i wcale nie był tak potężny jak myśleliśmy.

– Już nie musisz – powiedziała Małgorzata. – Oni też już nie żyją. Mistrz Czarnej Magii zaślepiony pożądaniem mnie, rozkazał ściąć im głowy. 

– Naprawdę? – w oczach Alicji malowała się zarówno nadzieja jak przerażenie.

– Po co miałabym kłamać. Oni nie żyją. Ale to dobrze, możesz przecież zacząć pracować z nami.

Kobiety podały sobie ręce. 

Chwilę potem wszystkie trzy siedziały w pociągu do Katowic, aby rozpocząć dawne, ale zupełnie nowe życie.

***

Autorka zasiadała przed stołem. Kuszący aromat kawy espresso, to znów słodki malinowy sok inspirował ją, aby tworzyć.

Miała na sobie czarny kapelusz, czarny szal i długie, czarny rzęsy. Zmierzała w nieznane. Nie wiedziała, co będzie, nie wiedziała, co się stanie. W pewnym stopniu mogła powiedzieć „żyj” lub „giń”, „nienawidź”, lub „kochaj”, ale to już nie było jej życie. Poznaliście Małgorzatę. Poznaliście i pokochaliście ją. Pragnęliście dla niej szczęścia. Przeczytaliście. Oto teraz zamyka się dla was historia zainspirowana powieścią Michaiła Bułhakowa pt.”Mistrz i Małgorzata”, a jednak zupełnie inna.

Było tutaj dużo tajemniczości. Tak wiele niedomówień. Jednak nic nie działo się przypadkiem. Oto teraz Małgorzata jest już u siebie… szczęśliwa i mądra, bo kto nie jest mądry po tylu przygodach. Oto Natasza nauczyła się już wiele. Pracuje sumiennie, wzbudza zaufanie i nie interesuje się sprawami, które nie dotyczą jej. Oto Alicja zaakceptowała siebie w całości
i nauczyła się żyć życiem takim jakie jest. Oto Maciek cieszy się chwilą, zapomniawszy
o Małgorzacie spędza chwile na zabawie. Jest mu tak dobrze i nie chce się zmieniać.

Autorka nie wie, co stanie się dalej. Nie może napisać, że wszyscy na czele z Małgorzatą żyli długo i szczęśliwie. Nie może też napisać, że powodziło im się źle. Jest jednak jedna rzecz, 

o której chciałaby powiedzieć. Jest nią MISTRZ. Nie ten, który może rozbić się jak lustro oraz nie dotrzymywać słowa. Jest nią MISTRZ. Nie czarnej magii, zakłamania i złudzeń, ale PRAWDY. Nie pożądania, ale PRAWDZIWEJ MIŁOŚCI. Taki MISTRZ istnieje. Nie znajdziecie go jednak na kartkach mojej historii. Poszukać musicie sami. Bo bliżej niż Małgorzata, bliżej niż Natasza jest właśnie PRAWDZIWY, WIECZNY, POTĘŻNY, KOCHAJĄCY MISTRZ… i to już nie jest bajka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *