Imagine

Tristan i Izolda – historia współczesna
25 września 2017
Brak
25 września 2017

Imagine

występują:

Tristan długowłosy

-Izolda ciemnowłosa

-van Nieciekawy

-Erotikos

Akt 1

„Na początku Bóg stworzył mężczyznę i niewiastę. Mężczyzna był kłamstwem, a kobieta była obłudą. Mężczyzna był pożądaniem, a kobieta była naiwnością. Kobieta była zemstą, a mężczyzna był potępieniem. I widział Bóg, że to co uczynił nie było dobre…”

Scena I:

(ciemne lochy mrocznego zamczyska)

Izolda ciemnowłosa:(powoli zmierza w stronę żelaznych drzwi)

Muszę już znikać, znikać jak kopciuszek, ale pocałuj mnie proszę… Ten ostatni raz, niech nasze usta złączą się by wyrazić żal.

Tristan długowłosy:(całując Izoldę)

Nie odchodź! Proszę, zostań ze mną. Izoldo błagam nie zostawiaj mnie samego, nie idź jeszcze, proszę!

Izolda ciemnowłosa:(zamyślona)

Bardzo bym chciała zostać z tobą. Każda część mego ciała lgnie do ciebie, jak ziemia spragniona wody, ale już… czas na mnie.

Tristan długowłosy:(błagalnie)

Nie rób mi tego, zostań!!

Izolda ciemnowłosa:

Kiedyś obiecałam sobie, że nigdy już niczego nie uczynię dla mężczyzny. Nawet dla ciebie o piękny Tristanie długowłosy nie zmienię zdania. Żegnaj. (wyrywa się z jego objęć, ucieka)

Scena II:

(pokój Izoldy, przypomina pokój nastolatki, na półkach pełno książek i płyt zespołów muzycznych, na ścianach wiszą plakaty gitarzystów i kalendarze z poprzednich lat)

Izolda ciemnowłosa:(z żalem)

Śniałam o Tristanie długowłosym, tymczasem on zostawił mnie jak parę starych rękawiczek. Wyrzucił, jak zerdzewiały pierścionek. Zgubił jak monetę dwugroszową. Zapomniał…tak jak zapomina się zasad ortograficznych. (ogarnia ją nicość)

Scena III:

(pokój Izoldy, przeważa czerń. Na ścianach wiszą stare obrazy i pełno pożółkłych kalendarzy, cztery zegary, każdy pokazuje inną godzinę)

Izolda ciemnowłosa:(siedzi w fotelu pijąc z filiżanki kawę)

Jest już dwutysięczny osiemdziesiąty rok. Nieśmiertelność boli jak kolczasta róża. Nie mogę zapomnieć. Wszystkie wspomnienia  z życia, tłoczą się we mnie jak w zapchanym pociągu i doprowadzają do dzikiego obłędu. Co było prawdą? Dziewięćdziesiąt siedem lat już szukam prawdy. I nadal jej nie znajduję. Dalej nie zrozumiałam życia, a wręcz z każdym dniem, czuję że coraz mniej wiem. Do tej pory nie odnalazłam prawdziwej miłości. Dobrze pamietam ten dzień gdy Tristan długowłosy umierał. Byłam wtedy przy nim i trzymałam go za rękę…delikatnie jak tylko mogłam, zawsze powtarzał mi że lubi delikatność. Wtedy tak bardzo pragnęłam by mnie pocałował po raz ostatni, ale on nie wiedział że jestem obok. Może myślał, że jestem tylko duchem, śmiercią, czy zwyczajnym powietrzem. Jego śmierć nie bolała jego, a mnie. Ludzie śpieszyli się wtedy. Zbliżało się bowiem jedno z ustawowych świąt. Nigdy nie rozumiałam świąt, podczas których pomijało się cierpiących. Po śmierci Tristana nic się nie zmieniło. Niebo było nadal błekitne, a ja jeździłam tymi samymi starymi tramwajami i wciąż ogarniała mnie ta sama nicość. Tristan długowłosy odebrał mi wszystkie uczucia:od nienawiści, do miłości, od straszliwego bólu, do odczuwania przyjemności. Stałam się duchem. Od tamtej pory śmierć zapomniała o mnie, a ja codziennie o 7.30 zaparzam kawę i nie nazywam już tego monotomią, lecz koniecznością. Czy sens życia jest w jego powtarzalności? Zawsze nienawidziłam jej, a teraz przestała mnie irytować, jak wszystko. Naprawdę wszystko.

Scena IV:

(mieszkanie Izoldy, scenografia podobna jak w poprzedniej scenie.

  Dzwonek do drzwi, Izolda otwiera)

van Nieciekawy:

Witam panią. Słyszałem iż została pani wdową, więc…

Izolda ciemnowłosa:

Nigdy nie byłam zamężna.

Van Nieciekawy:

Tym lepiej…zaszczyt rozmawiać z panną.

Izolda ciemnowłosa:(poprawiając go)

Starą panną.

Van Nieciekawy:

Nie tak znowu starą. Ile lat może mieć pani, 19?

Izolda ciemnowłosa:(z irytacją)

Dziewięćdziesiąt siedem!

Van Nieciekawy:

Wiek nie ma znaczenia…liczy się piękno, błysk w oku, fortuna.

Izolda ciemnowłosa(ze złościa wypycha go przez drzwi)

Do widzenia. A właściwie, to nigdy już pana oglądać nie żądam.

Van Nieciekawy:

Nie tak brutalnie. Jeszcze to dla pani. (wręcza kwiatka po czym wychodzi)

Izolda ciemnowłosa:(sama do siebie)

Ach gdyby żył Tristan i dał mi choć płatek takiej róży, byłabym tak…szczęśliwa? Nie. Nie wiem co to znaczy. Van Nieciekawy jest nudny, stary, obleśny. Skończyło się, trudno. Moje życie nigdy się nie skończy. Będę żyła zupełnie jak umarła. Lecz tamci mnie nie chcą do swojego świata, ja zaś nie chcę należeć do żywych.

Akt 2

„Na początku było słowo”

Scena I:

(pokój Izoldy, tym razem wszystko co wczesniej wisiało na ścianach leży na podłodze. Potargane kalendarze, książki i dużo czystych lub zapisanych kartek porozrzucane są, tworząc tzw. artystyczny nieład)

Izolda ciemnowłosa(chodząc z kąta  w kąt)

Nikt nie czyta moich dzieł. Leżą na dnie szuflady,a  pająki pożerają pożółkłe kartki. Nikt już nie pamięta, że kiedyś istniał Tristan długowłosy. Ja zaś jestem, żyję i nikt mnie nie chce zabić. Nawet sama śmierć boi się, że gdyby spróbowała, dostanie za karę do przeczytania jeden z moich nędznych utworów. Życie bez pisania jest puste, a z pisaniem okrutne. Nie umiem żyć nie pisząc, a cierpię pisząc.

Tristan długowłosy:(z jednej z kartek)

Wołam cię Izoldo! Oto zmartwychwstaję jako twór twej wyobraźni, by przemówić do ciebie. Kocham cię tak mocno, jak tylko tego chcesz, ponieważ nie jestem prawdziwy, lecz taki jakiego wyobrażasz mnie sobie.

Izolda ciemnowłosa:

Ależ nie. Ja chcę prawdziwego Tristana!

Tristan długowłosy:

Przeczysz swoim pragnieniom Izoldo. Nie znasz Tristana innego niż tego którym jestem ja -twór twej wyobraźni: wiecznie idealny, boski, nieśmiertelny, zupełnie jak ty.

Izolda ciemnowłosa:(niepewnie)

Sądzisz, że ja naprawdę nie umrę?

Tristan długowlosy:

Żyć będziesz tak długo jak twoje dzieła. Wszystko zapisane na kartkach można spalić, lecz raz pomyślanych przez ciebie myśli nie da się już wymazać.

  Izolda ciemnowłosa:

  To dobrze, czy źle?

Tristan długowlosy:

Nieśmiertelność może być powodem dumy, ale pamiętaj by wykorzystać ją właściwie. Choć twój czas jest nieskończony, nie dopuść by nadgryzał ci go smutek, zazdrość, bądź nienawiść. Izoldo, widzisz, żyć jest o wiele trudniej niż umierać.

Izolda ciemnowłosa:

A gdyby kiedyś zdarzyło mi się płakać?

Tristan długowłosy:

Łzy nie są złe. Tak jak deszcz nawadnia ziemię, tak dla ciebie łzy są deszczem dla spragnionej duszy. Jednak zważ, by deszcz nie padał zbyt długo, aby nie przyniósł szkód jak niebezpieczna powódź.

Izolda ciemnowłosa:

Tristanie, umierając zabrałeś mi wszystkie uczucia. Teraz nie umiem ani śmiać się, ani płakać.

Tristan długowłosy:

Czekaj więc. Z czasem odejdę i ja, a wtedy gdy ogarnie cię strach, nadciągnie cały szereg przeróżnych uczuć.

Izolda ciemnowłosa:(bardzo smutno, sama do siebie)

Nie chce kochać. Boję się kochać. Wszystko byle nie kochać, wszystko byle nie kochać…(wybucha płaczem)

„Brak nie jest zły. Złe jest niedostrzeganie braku”

Scena II:

„I powiedział do niej:-Wstań, wyrzuć swój smutek i chodź. A ona wstała, lecz zwątpienie podcięło jej nogi i z otchłani tej nie było już ratunku.”

Erotikos:(śpiewa)

Śpiewał ci pieśń zniszczenia, a twoje piersi wznosiły się jak wieżowce rozgrzane afrykańskim słońcem. Gładził twe uda namiętnie, a usta dotykał swymi w geście rozkoszy. Był nad toba i opadał w tobie, niczym zwinny jeździeć na złotym rydwanie. Brał z ciebie wszystko pięściami, a ty dawałaś mu siebie bez granic. Byłaś dla niego wiatrem, deszczem i burzą, trzy w jednym. Twoje jęki namiętnej rozkoszy, ścieliły tło waszego poznania. Choć nieufny, cały rozpalony, zanurzał się w tobie jak w wodzie. Nad wami wisiało pragnienie spożycia uczty do świtu.

Izolda ciemnowłosa:(zrezygnowana)

Dosyć. Dosyć. Dosyć. Znowu nie wyszło. Tristan odszedł w kraine umarłych. Zrobił to zupełnie beznamiętnie, bez żalu, bólu, żadnego blasku. Nawet nie uprzedził, nie powiadomił, nie wysłał meila. Nie dokończył. Dramat urywa się w trakcie. Koniec. Koniec. Koniec. Właśnie dramat został skończony.

Erotikos:

Tristan odszedł. Izolda została sama. Jej nagie piersi nie znały bólu, jak deszcz nie wie, co znaczy być wiatrem. Jej długie nogi spoczywały bezwładnie, a ciało, choć jeszcze ciepłe płonęło nicością. Wiedziała, że  w każdej chwili mogła przywołać tego, który byłby w  niej na zawsze. Nie chciała. Płonęła wstydem obnażonej dziewicy, oto właśnie sama pogrzebała własnego kochanka. Zwątpiła, że żyć można powtórnie…potknęła się o skończoność własnej wyobraźni.

Kurtyna

„Miłość pewnie jest bzdurą, ale co daje więcej szczęścia niż bzdury?”